- Nie potrzebuję żadnej pomocy. - Czkawka

ępnie

mężczyźnie. Dla własnego dobra powinna jak najszybciej opuścić
irytowała ją obecność Alice. Nie potrafiła pojąć, jak Theo mógł
Nagle nieprzeniknione ciemności rozjarzyły się setkami świateł.
zważała.
Ale właśnie to ją czekało.
dziewczyna może oszukiwać! I nie ja oskarżam o zdradę osobę, z
w żyłach wrzask. Malinda zerwała się na nogi, ale
mokre, brudne ubrania i zrobiła jej ciepłą kąpiel z bąbelkami.
do końca podjazdu. Śnieg sypie od wielu godzin.
– Kto?
Spojrzał na trzy komputery, dzięki którym prowadził
Kelly nie trzeba było dwa razy zapraszać. Laura patrzyła
- Jak możesz wątpić? - Pogłaskał ją po ramionach, nie prze
jest załadowany, a następnie ruszył na górę, przeskakując po trzy

Nic. Caitlyn wpatrywała się w ciemność. Nikogo tu nie było... cisza. Nikt się nie odezwał. Pies węszył w rabatkach i nawet nie podniósł łba, nie przybiegł przywitać się z Kelly. Widocznie jej się zdawało. Jest przewrażliwiona i tyle. Odetchnęła głęboko, próbowała uspokoić rozdygotane nerwy. Może faktycznie przestaje nad sobą panować. Traci kontrolę. Boże, tylko nie to! - Chodź! - zawołała psa. - Oskar! Do nogi. - Zawahała się, spojrzała w ciemny kąt, z którego dobiegł ją głos Kelly i jęknęła cicho. Spojrzała jeszcze raz. Pusto. Nikogo nie ma... to tylko jej wybujała wyobraźnia. - Weź się w garść - powiedziała do siebie, ale gdy tylko weszła do domu, w popłochu zamknęła za sobą zasuwę. Popatrzyła przez okno i znów naszły ją wątpliwości. Czy ktoś tam był? Obserwował jej dom, czaił się w ciemnościach... śledził ją, na litość boską? Wyszła z kuchni, próbując pozbyć się uczucia, że coś jest nie w porządku. W połowie schodów usłyszała dzwonek telefonu. Wbiegając po dwa stopnie naraz, wpadła do gabinetu. Na ekranie wciąż fruwał nietoperz wampir. Wyłączyła komputer. Policzyła w myślach do dziesięciu, zanim podniosła słuchawkę. Oby to nie był żaden dziennikarz! - Słucham. - Caitlyn? - Usłyszała w słuchawce głos Troya. Poczuła ogromną ulgę, że to on. - Czy możesz przyjechać do Oak Hill? - Głos miał poważny. Ponury. - Teraz? - Spojrzała na zegarek elektroniczny świecący w półmroku. Dochodziła dziesiąta. - Tak. - Po co? - zapytała Caitlyn, a serce załomotało jej ze strachu. - Co się stało? Troy zawahał się przez moment i powiedział: - Amanda miała wypadek samochodowy. Kilka godzin temu. - O Boże! - Caitlyn przygotowała się na najgorsze. - Co jej jest? - Chyba nic. Ian właśnie po nią pojechał. Zjechała z drogi i uderzyła w drzewo, nic więcej nie wiem. Zdaje się, że straciła przytomność. Przyjechało pogotowie i zabrało ją do szpitala. Obejrzał ją lekarz, zrobili jakieś badania i uparła się, żeby ją wypuścić. Miała szczęście. Ale mama źle to zniosła. Lepiej przyjedź. - Już jadę. - Caitlyn odłożyła słuchawkę, sięgnęła po torebkę, chwyciła klucze i zbiegła na dół. Duchy znów ze sobą rozmawiały. Szeptały niespokojnie między sobą, tłukły się po starym domu, wałęsały po okolicy. Lucille zadrżała. Potarła ramiona, bezskutecznie próbując odegnać chłód. Nadchodziło zło. Pędziło na czarnym koniu z rozgrzanymi kopytami. Prosto do niej. Szkoda, że obiecała staremu zostać tutaj z Bernedą. Chciałaby wyjechać. Ale przysięgła opiekować się Bernedą Montgomery aż do śmierci. Musiała zostać. Modląc się, nakreśliła znak krzyża na obfitej piersi i usłyszała, jak duchy się z niej śmieją. Nie było ucieczki. Rozdział 19

I wtedy ją zobaczył, szła przez parking. Wyszła z cienia, znalazła się w pełnym słońcu.
Dobra robota!
Traciła pewność siebie.
Pakowała książki do wiekowego volkswagena, a Bentz opowiadał. Słońce zachodziło za
Grzechocząc kostkami lodu, dopił colę i wrócił myślami do samochodu na parkingu. To
Los Angeles i w mieście rozpętało się piekło.
przywodziły na myśl starą Kalifornię. Mieszkała na najwyższym piętrze – dwie sypialnie i sto
że ktoś biegnie w jego stronę. Dwie osoby.
żwirowej ścieżki.
słyszała, ale nie sprawi wariatce tej satysfakcji. Łódź zatrzeszczała niebezpiecznie.
wybrał moment na powrót! – żachnęła się.
Bentz był na autostradzie, gdy zadzwonił telefon. Wyświetlacz pokazał nazwę i numer
własnym cholernym bratem, ale to niemożliwe. James nie wstanie z martwych, nie odstawi
Jakby już uganiał się za Jennifer tymi ulicami. Odprowadził autobus wzrokiem. Może za

©2019 ta-niestety.dlugoleka.pl - Split Template by One Page Love